jestem w Warszawie, w smutnej, ponurej, zatłoczonej Warszawie. chociaż w sumie dziś złapaliśmy trochę słońca, a warszawiaków rozwesela ogromny Król Julian z MADAGASKARU, który stoi w centrum. nie chce mi się opowiadać o tym, co tutaj robiłam, ani o tym co będę robić, ale każdy dzień wykorzystujemy w stu procentach czyli tak jak lubię najbardziej. oprócz wspaniałego uśmiechu mojego brata na mój widok, dostałam jeszcze prezent. za bardzo mnie tutaj rozpieszczają, a jak się zgubimy w nocy wszyscy głodni, szukając jakiegoś dobrego kebaba, to każdy nawzajem się pociesza i to jest piękne. i nic wiecej wam nie powiem, może poza tym, że jestem tu jeszcze bardziej szczęśliwa, tylko brakuje mi kilku osób w moim muzeum. mam tu do przeżycia jeszcze dwa piękne dni, a po powrocie też mam dużo planów, które musimy zrealizować, nie ma innej opcji. pozdrawiam was i tego boskiego chlopaka z Arkadii, ahaha!
mam kilka zdjęć (czyli dwa) z poniedziałku.
ten poniedziałek należy do tych dni, w których nie mam absolutnie czasu żeby posiedzieć w domu i się ponudzić, kocham takie dni z calego serca. bylam u Patrycji i zjadłam jej czerwoną zupę z koryta, spoko, spoko mamy mordki :*
no to cześć, piąteczka




pięta!
OdpowiedzUsuń?
Usuń