cześć, tu znowu ja :) dotarłam do domu dziś około 19, a miałam być w piątek, wiem. wspominałam już o tym, że kocham spontaniczne akcje? pewnie tak, uwielbiam szybkie decyzje i zupełnie nieplanowane wyjazdy. cholera, do rzeczy! piszę o tym, że prosto z Warszawy pojechaliśmy sobie do Płocka na weekend i to była jedna z najlepszych misji w te wakacje. Płock to śliczne miasto, śmiało mogę to stwierdzić, będąc tam niespełna dwa dni, ma swój urok, a skarpa na której siedzieliśmy dwie noce to wprost magiczne miejsce, pozazdrościć. na fakt, że wrócę tam za kilka miesięcy mam ochotę tańczyć i rzygać tęczą.
a dziś baaaardzo męczący dzień, żałuję trochę, że w taka śliczną pogodę musieliśmy smażyć się w samochodzie, ale zajechaliśmy na kawę do dwóch cudownych maluchów, które znałam godzinę, a płakały jak odjeżdżałam, słodko! dzieci mnie lubią, wiedziałam w sumie o tym od dawna, dobrze, że chociaż dzieci ^^ pominę już fakt, że jak zobaczyłam zieloną tabliczkę z napisem "Pasłęk" to miałam łzy w oczach, nienawidzę tej mieściny z całych sił. moja sześciodniowa sielanka, z ludźmi, których już mi brakuje, dobiegła niestety końca, trzeba teraz ogarnąć się jakoś tutaj i wykorzystać ostatnie dni wakacji jak najlepiej, coś wymyślimy co? póki co mamy do ogarnięcia zdjęcia, rowery, kino, nockę no i wypad z dziewczynami do Iławy, wszystko się uda, damyradenie? liczę na to. jutro jadę bawić się z moim ulubionym dzieckiem, a wieczorem spacer. śpię dziś w swoim nudnym szarym pokoju, cieszy mnie to, tęskniłam.
WARSZAWA:
PŁOCK:
dziś mam ochotę tylko na to, dobranoc ;*


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz