niedziela, 26 sierpnia 2012

sunday without sunsine

siema, jestem tutaj bo cholernie się dziś nudzę. 
wczorajszy wieczór zaliczyć mogę z czystym sumieniem do tych udanych, wybranie się na koncert zespołu z mojego miasteczka to było najlepsze co mogłam wczoraj zrobić, byli naprawdę dobrzy. 
 a dziś rano wróciłam do domu i w sumie nie zrobiłam nic konkretnego, ale takie dni też człowiekowi są czasem potrzebne, miałam dużo czasu dla siebie i mojej mamy, która ciągle narzeka, że mało z nią rozmawiam. moja mama to jest najlepsza mama na całym świecie, zobaczcie co dla mnie wyhodowała w swoim ukochanym ogrodzie :


 zdjęcie nie odzwierciedla rozmiarów tego słonecznika, ale to naprawdę największy jaki kiedykolwiek widziałam! i towarzyszył mi dziś przez cały dzień
a wieczorem wybrałam się w jedno z moich ulubionych miejsc na Ziemi, czyli tam : 


ale niestety długo tam nie posiedziałam, zbierało się na burzę, a czego jak czego, ale burzy to ja się strasznie boję i unikam.

zawiodłam się dziś, ostatnio coraz częściej się zawodzę. dziś zasmucił mnie fakt, że nasze ambitne plany na wyjazd poszły sobie, dlatego szybko musimy je czymś zastąpić.

jutro o 12:06 mam autobus do Pauliny, liczę na kolejny genialny sleep over, a jak się uda to nawet razy dwa, także cieszę się baardzo :)
 



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz