sobota, 2 lutego 2013

absolutly tired

dopiero zaczęliśmy drugi miesiąc tego nędznego roku, a ja już marzę o tym, żeby kończył się jak najszybciej. wszystko co zaplanuję jest osądzone z góry na porażkę, zawodzę sama siebie, nie potrafię zmotywować się do jakiegokolwiek działania o lepsze jutro, coraz więcej spraw jest mi zupełnie obojętnych, z dnia na dzień mniej osób jest dla mnie ważnych. nie poznaję siebie, to jest właśnie mój problem. czasami już zupełnie brakuje mi sił, przerażająco dużo jest takich dni, w których wszystko jest przeciwko mnie i w których mam ochotę zostawić to, co mnie tutaj trzyma i zacząć zupełnie na nowo. 
już prawie wcale nie mam marzeń, a prosty, szczery uśmiech bez powodu chyba uciekł gdzieś przed zimą i drwi ze mnie gdzieś daleko. mam nadzieję, że wróci do mnie wraz z wiosną, której potrzebuje bardziej niż cokolwiek innego. zima choć pięknie biała w tym roku jest męcząca, nie chcę już cukru na ustach i soli na podeszwach, chcę żeby o poranku witało mnie słońce a nie pukający w szybę mróz, mam dość pływających autobusów i problemów z dojazdem gdziekolwiek. 
wierzę, że wszystko się zmieni kiedy w kalendarzu będzie kwiecień, który już na mnie czeka, wierzę, że będę miała wtedy zupełnie inne podejście do siebie i do świata, i wierzę że będzie mi ciężko znaleźć chwilę wolnego czasu w moim umysłowym terminarzu, tak sobie wymarzyłam i tak będzie. znowu moje notki będą aż ściekać szczęściem a ja będę dumna z każdego przeżytego dnia. szkoda, że to dopiero za kilka miesięcy, póki co muszę robić dobrą minę do złej gry i za wszelką cenę się nie poddawać, żyć i czekać na lepszy czas.
najmocniej tęsknie za wycieczkami rowerowymi pełnymi słońca, już niedługo, będzie pięknie choćbym miała jechać sama, nie mogę się doczekać, kocham wycieczki rowerowe!
dziękuję najwspanialszym ludziom za ferie, bo suma sumarum były lepsze niż myślałam, mimo wszystko najlepsze. 
a co do ludzi, którzy zawiedli, którzy mieli być dużo dłużej a ich nie ma, mam nadzieję, na niejedną szczerą rozmowę, na wspólne rozlewanie piwa przy ognisku i planowanie kolejnego spotkania, chcę żeby było jak kiedyś
lubię ludzi, którzy wracają do mnie zawsze, często w najmniej oczekiwanych momentach, to miłe wiedzieć, że drugiemu człowiekowi źle bez chociażby nic nie wznoszącej w życie rozmowy ze mną

'Twoje oczy trochę smutne,chyba patrzą prosto w moje. '

kochane

wrócisz, wierzę :)

słoneczko :*

 czas na imprezę, cieszę się szczerze!

 'moim zdaniem zasługujesz na szczęście'...;)

najlepsza ekipa remontowa, najlepsze smerfetki

zwątpiliśmy w nas, nie wiem jak to mogło stać się

tęsknie za każdą z wspólnych chwil, zdecydowanie zbyt dużo kilometrów :(

 cudo
 
 największe z garstki moich gnijących marzeń

 tak mało zostało :> będzie pięknie, grunt to wiara

 mistrz, urzekł mnie

nikt nie daje więcej wsparcia (;






obłęd, moja miłość od kilku dni.
NIE MA TAKICH DRUGICH JAK MY :)!

sobota, 19 stycznia 2013

so sorry

dawno mnie nie było, ale jestem
ostatnio jestem tu tylko w złych momentach mojego życia, cóż za zrządzenie losu
to chyba prawda, że sposób, w który przywitamy nowy rok będzie odzwierciedleniem wszystkich kolejnych dni, przynajmniej w moim przypadku. sylwester najgorszy jaki przeżyłam, a płacz, który tamtego dnia zwyciężył, śledzi mnie do dziś, często walczy ze mną i zawsze wygrywa. nie mam sił by jakoś sensownie radzić sobie z podejmowaniem decyzji, już nie potrafię myśleć w taki sposób jak kiedyś, już nie jest jak dawniej, nie mam żadnych celów, nie dążę do niczego. jest tak, jak najbardziej nie lubię- żyję bo żyję. już nie chce mi się starać, żeby wszystko wróciło do normy. być może tak ma wyglądać nasza norma. może to wszystko co razem przeszliśmy ma zakończyć się właśnie w tak ohydnie dziecinny sposób? nie do wiary, ale obrzydliwie prawdziwe. nie jestem ta samą osobą, wiedząc, że to wszystko to był tylko początek końca. nie chcę budzić się jutro, przeżywać kolejny dzień pełen myśli, co robię nie tak, co jest we mnie złego. to męczy i demotywuje. zero we mnie życia i co gorsza zero chęci do zmiany toku myślenia.
nie wiem co będzie dalej, szczerze nie liczę na jakieś pozytywne zaskoczenie. ludzie już całkiem mnie zawiedli, coraz więcej w nich fałszu i nienawiści. nie wyobrażam sobie życia na tym świecie za kilkadziesiąt lat, to co już teraz się dzieje przechodzi ludzkie pojęcie. wszyscy zapominają, że każdy haust powietrze może być ich ostatnim, ich życie jest przepełnione pewnością siebie i egoizmem, to smuci bardzo. nie umiem się odnaleźć w tym miejscu, czekam na zmiany, chcę słońce i mojego dwumetrowego anioła stróża pod jednym dachem, chce się w końcu szczerze uśmiechnąć
dziękuję, o nic nie pytajcie


sobota, 22 grudnia 2012

hohoho

Nudny sobotni wieczór w domu, więc jestem.
Jest naprawdę dobrze, tylko wciąż niektórzy ludzie nie mogą wyjść z mojej głowy. Można skończyć kilkuletnią znajomość jednym zdaniem? Można. Wcale nie miło jest tego doświadczyć, ludzi którzy 'są ważni' tak się nie traktuje. Bardzo mocno przykro, nie mogę przestać o tym myśleć. Zawsze ze świadomością, że jesteś gdziekolwiek i że jesteś czasem dla mnie i że to wszystko wciąż jest ważne, było lepiej. 'Czasem trzeba wszystko stracić, żeby zrozumieć, żeby zobaczyć'. 
Jest też parę osób, którzy do niedawna wypełniali najwięcej mojego wolnego czasu. Mam nadzieję, że wszystko jeszcze wróci do normy, że znów z przyjemnością będę jeździła spędzać z Wami czas, że znów będę się śmiać z tego, jak rozpalacie ognisko. Fantastycznie było zbierać się wciąż w tym samym gronie i nie myśleć o niczym innym, niż o tym co dziś pijemy i jak odpowiednio ustawić ławkę, żeby się ogrzać a nie usmażyć. 
Są jeszcze osoby z którymi spędziłam sporo czasu w te wakacje. Dziękowałam już za to. Cudownie było budzić się rano i planować dzień, chodzić na miasto bez celu, krążyć po najlepszych ulicach i uciekać od ludzi. Chodzić w fajne miejsca, przyjmować zaproszenia, chodzić na festyny i rzygać na nich tęczą, głaskać jeża pod wiatą i bać się ptaków w szopie. Fajnie było widzieć Cię zaspaną rano albo spotykać się w połowie drogi i obierać ziemniaki dla mojej mamy i śmiać się z jajek w proszku. Fajnie też było denerwować się naszym wymarzonym wyjazdem nad jezioro i fajnie było oglądać razem american pie.
Byłam szczęśliwa budząc się rano i widząc za każdym razem sms na dzień dobry i odbierając wszystkie śmieszne mmsy i wiadomości. Fajnie było męczyć się tyle, żeby wjechać rowerem pod głupią górkę i fajnie było kłócić się o to kto pierwszy zaśnie. Lubiłam te wszystkie rozmowy o niczym i udawanie smutnych, podobało mi się morze i podziwianie kolorowego zachodu słońca. 
Przeszłość mam piękną, a ja kocham rozpamiętywać stare czasy, bo są tego naprawdę warte. Szkoda, że na dzień dzisiejszy nie mam żadnego z was przy sobie, chociaż w sumie nie wszystkich bym nie chciała. Wiem, że nie wszyscy mnie skreślili. Było cudownie, ale teraz też fajni ludzie mnie otaczają, niektórzy niezmiennie są przy mnie. Dużo mnie nauczył ten rok, wiele się zmieniło, poznałam się na niektórych ludziach, jedni odeszli drudzy przyszli, taka kolej rzeczy. W sumie to żyje się cudnie i już od dawna nie płaczę ;-)
Święta pojutrze i choć z roku na rok coraz mniej je czuję i mniej je raduję, to czekam na nie, bo lubię jeść pierogi babcine ze wszystkimi, lubię jak jest rodzinnie i to się nigdy we mnie nie zmieni.

KTO BY ZGADŁ, ŻE ODEJDZIESZ PO TYM CO 
PRZESZLIŚMY, JAKIE MIELIŚMY SZCZĘŚCIE













czwartek, 13 grudnia 2012

merry christmas biczys

już tęsknię. było naprawdę cudownie, cztery godziny podróży do Warszawy i najciekawsze opowieści kierowcy, przemiłe powitanie i zakupy na dobry wieczór. szybka kolacja i granie w szachy do 2 w nocy. piątek absolutnie najbardziej zabiegany dzień jaki kiedykolwiek przeżyłam - urzędy, głośniki, sala, jedzenie, wódka, napoje, Piotr i Paweł, Auchuan, Wisła, CH CH, kosmetyczka, kwiaty, fryzjer, JEDZENIE JEDZENIE JEDZENIE, kawa, chłopcy i xbox, kabanosy z bułką w samochodzie, muzyka i milion nerwów, telefonów i podniesionych głosów. i uśmiechów przede wszystkim ;)
sobota piękniejsza niż mogłam sobie wymarzyć, przesympatyczni ludzie. niedziela ogólnie baaardzo leniwa.
tydzień w szkole - śmieszny wręcz,  ludzie są czasem tacy żałośni i fałszywi, że nie mogę uwierzyć.
a poza szkołą to śpię i to jest najlepsze co mi ostatnio wychodzi, smutne...
historia lubi się powtarzać.. czyżby ? czas pokaże.
plany na weekend znów poszły się jebać, ostatnio wszystko się jebie tak mocno, że aż miło popatrzeć. ale przynajmniej odwiedzę mojego KOCHANEGO ciasteczkowego potwora, szykuj dużo jedzenia i przygotuj uśmiech na widok prezentu mikołajkowego dla Ciebie :)
ulubiona płyta w głośnikach herbata z miodem i mogę tu zgnić.
10 dni i znów was widzę ;) 28 dni i znów odpłyniemy w piękny niebyt


kawa najlepiej z niego smakuje :)


najlepsze kapcie!!!









chora Magdusia ze słodkim Mikołajem ♥!
trzymaj się ludzi, którzy chcą Ci pomóc, przyjaciele to od Boga największy bonus, Ziomuś.

poniedziałek, 3 grudnia 2012

uuuuaa aż wierzyć mi się nie chce, że tyle mnie tutaj nie było. jestem leniwa, czasem bardzo mi to przeszkadza, ale generalnie da się z tym żyć. nie wiem o czym mam tutaj pisać, czas leci, za mną kolejne dwie bardzo udane imprezy, z najlepszymi mordami na świecie, moja średnia jest w opłakanym stanie, ludzie przychodzą i odchodzą, hajs się zgadza, przyjaciele prawie na swoim miejscu, miłość nadal ssie, plany na najbliższą przyszłość cudowne, pytania na śmieszniutkim portalu i nasze konferencje najlepsze. żyję.
jutro mam tylko 4 lekcje z 8, naprawdę kocham tą szkołę. do szkoły chodzę tylko do czwartku, później jadę do warszawy i znów będzie tak fajnie jak w wakacje. a później 8 grudzień, mocno wyczekiwany piękny dzień grudnia. następnie w planach mamy jakieś zdjęcia w kolejny weekend i chciałabym się spotkać z najlepszymi, poźniej muszę ogarnąć wszystko na 20 grudnia, mam nadzieje na wigilię klasową no i święta, magiczny czas za którym szczerze tęsknię! no i tak to wygląda wszystko, raz lepiej raz szkoda gadać, przyzwyczajam się powoli do ludzkiej głupoty i zachłanności, ostatnio nic mnie już nie dziwi.
obiecuję, że odezwę się jak wrócę do domu, pozdrawiam moich najwspanialszych ludzi










czwartek, 22 listopada 2012

pretty future

siedemnasty za nami, było lepiej niż sobie to wszystko wyobrażałam. pomijając wpadki niektórych osób, ale co to by była za impreza ;) cieszę się, że tyle ludzi się na siebie otworzyło, najlepszy sposób integracji obu klas. w styczniu powtarzamy, obowiązkowo!
wszystko za szybko się zmienia, ale na szczęście wielkimi krokami zbliża się zima, której nie lubię, ale zdecydowanie lepsze to zło, niż smutna jesień. szkoda tylko, że nie będziemy już potrafili wspólnie wyjść na gorącą czekoladę i z uśmiechami na twarzach rozmawiać na nasze ulubione tematy i śmiać się, pękać ze śmiechu. szkoda, że nie będziemy już wymieniać się rękawiczkami, zdzierać gardeł na mieście, uciekać od 'tych' śnieżek i szkoda, że nie będziemy już szukać odpowiedniego sopla, który miał służyć jako nos dla naszego bałwana. nie będziemy już razem czekać na pierwszy śnieg, wszystko pamiętam.
przeszłość mam piękną, ale czas zejść na ziemię, muszę poprawić oceny, przepisać zaległe notatki i usprawiedliwić nieobecności. nie wiem tylko kiedy znajdę czas na to wszystko, bo w tygodniu jestem za bardzo zmęczona, a weekendy zwykle nie mam czasu. jakoś sobie poradzę..
chyba coś się zmieniło we mnie, bo gdyby mnie ktoś dziś zapytał, czy chciałabym wrócić do wcześniejszej rzeczywistości, do starej szkoły i klasy, to wybrałabym liceum. moje dziewczyny są cudowne, na większość nauczycieli nie mam prawa narzekać, jest co prawda dużo nauki, ale przy tych ludziach to nie problem ;) gdybym miała jeszcze raz wybierać szkołę, moja decyzja byłaby taka sama. teraz już wiem, że to wszystko wymagało czasu, żebym przywykła do nowego otoczenia, które na dzień dzisiejszy odpowiada mi bardzo mocno. oczywiście nie zapomnę tego wszystkiego, co mi sie przytrafiło wcześniej, te wszystkie miłe wspomnienia związane z tamtymi czasami mam już głęboko w sercu i moim pamiętniku, a ludzi i nauczycieli będę zawsze miło wspominać.
oby dziś również udało mi się spędzić taki miły wieczór w towarzystwie ulubionej herbaty z miodemi ukochanego serialu, pozałatwiam dzisiejsze sprawy i mam nadzieję, że się ze wszystkim wyrobię.
jeszcze tylko przeżyć jutrzejsze 5 lekcji i zaczynami jeden z najlepszych weekendów ostatnich miesięcy- CZAS NA IMPREZĘ, CIESZĘ SIĘ SZCZERZE. dwie imprezy w jeden weekend, to coś to lubimy najbardziej, luzing kontrol end stej flaj