sobota, 19 stycznia 2013

so sorry

dawno mnie nie było, ale jestem
ostatnio jestem tu tylko w złych momentach mojego życia, cóż za zrządzenie losu
to chyba prawda, że sposób, w który przywitamy nowy rok będzie odzwierciedleniem wszystkich kolejnych dni, przynajmniej w moim przypadku. sylwester najgorszy jaki przeżyłam, a płacz, który tamtego dnia zwyciężył, śledzi mnie do dziś, często walczy ze mną i zawsze wygrywa. nie mam sił by jakoś sensownie radzić sobie z podejmowaniem decyzji, już nie potrafię myśleć w taki sposób jak kiedyś, już nie jest jak dawniej, nie mam żadnych celów, nie dążę do niczego. jest tak, jak najbardziej nie lubię- żyję bo żyję. już nie chce mi się starać, żeby wszystko wróciło do normy. być może tak ma wyglądać nasza norma. może to wszystko co razem przeszliśmy ma zakończyć się właśnie w tak ohydnie dziecinny sposób? nie do wiary, ale obrzydliwie prawdziwe. nie jestem ta samą osobą, wiedząc, że to wszystko to był tylko początek końca. nie chcę budzić się jutro, przeżywać kolejny dzień pełen myśli, co robię nie tak, co jest we mnie złego. to męczy i demotywuje. zero we mnie życia i co gorsza zero chęci do zmiany toku myślenia.
nie wiem co będzie dalej, szczerze nie liczę na jakieś pozytywne zaskoczenie. ludzie już całkiem mnie zawiedli, coraz więcej w nich fałszu i nienawiści. nie wyobrażam sobie życia na tym świecie za kilkadziesiąt lat, to co już teraz się dzieje przechodzi ludzkie pojęcie. wszyscy zapominają, że każdy haust powietrze może być ich ostatnim, ich życie jest przepełnione pewnością siebie i egoizmem, to smuci bardzo. nie umiem się odnaleźć w tym miejscu, czekam na zmiany, chcę słońce i mojego dwumetrowego anioła stróża pod jednym dachem, chce się w końcu szczerze uśmiechnąć
dziękuję, o nic nie pytajcie


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz